O autorze
Psycholog, badacz i ewangelistka etnografii w Polsce.

Na co dzień zajmuję się oddzielaniem prawdy od fantazji i kłamstwa. Wielu z Was żyje wśród asap’ów, deadline’ów, w moim życiu dominujące są natomiast insighty.

10 lat temu założyłam Izmałkowa Consulting - pierwszą w Polsce firmę specjalizującą się w badaniach etnograficznych, czyli takich, które nie ufają deklaracjom, a wnioski czerpią z obserwacji ludzkich zachowań. Słowo bez kontekstu nic nie znaczą.

W naszych badaniach – a robimy ich setki rocznie – odkrywamy prawdę o zachowaniach, postawach i motywach konsumentów, pracowników, klientów największych firm, dając im inspirujące insighty do rozwoju w każdym obszarze.

Z pasji do ludzi i psychologii międzykulturowej założyłam bloga MyFlirtWithReality.com, na którym opowiadam niesamowite historie osób z całego świata, pokazując wpływ kultury na życie człowieka.

Facebook: https://www.facebook.com/izmalkowaconsulting
Instagram: https://instagram.com/myflirtwithreality/

Upadek Volkswagena - ten dużo bardziej bolesny, bo nie tylko finansowy

W Polsce panuje bardzo silne przekonanie, że wszystkie produkty ( być może, z wyjątkiem spożywczych) są LEPSZE, jeżeli są niemieckie. Tak więc Polacy wierzą w to, że chemia niemiecka jest nieporównywalnie lepsza niż polska, że naprawdę lepiej pierze, ładniej pachnie, że Niemcy nie oszukują, a Volkswageny wyprodukowane jeszcze w Niemczech, są lepsze od tych, które nie są tam produkowane. Słowem - China to China, a co Niemcy to Niemcy.



Badania pokazują, że w kulturze niemieckiej najbardziej pociągające są dla nas:
1. dyscyplina i uczciwość
2. solidność i jakość
3. uczciwość i precyzja



Sprawa Volkswagena jest więc rysą nie tylko na koncepcie, ale na NIEMIECKOŚCI jako atrybutu wielu marek. Pewne rzeczy były aksjomatem tymczasem ta afera spowodowała, że grunt zaczął się chwiać. Muszę się zgodzić z opiniami w mediach, że w wyniku skandalu ucierpi nie tylko Volkswagen, ale też Mercedes czy BMW, czyli marki, których esencją była również NIEMIECKA JAKOŚĆ I ZAUFANIE.



VW kojarzył się ludziom z poczciwością – samochodem dla osoby, która nie musi się popisywać. Dla kogoś, kto się zna. Był synonimem jakości i trwałości, a nie blichtru właściwego markom prestiżowym. Volkswagen nie miał prestiżu, ale miał w sobie solidność i jakość, postrzeganą bezkompromisowo. Nagle okazało się, że marka nie tylko szła na kompromisy, ale też dopuściła się oszustwa.

Nie wiem, co musiał czuć prezes, kiedy dowiedział się o tej sprawie. Nie wiem, czy wiedział o całym procederze wcześniej, czy nie. Ale fakt, że miał odwagę spojrzeć prawdzie w oczy, przeprosić i podać się do dymisji - wymaga szacunku.

Nie uciekł od odpowiedzialności - nie zaprzeczał, nie wykręcał się, nie szukał winnych, nie dyskutował.

Tak – źle się stało, że wiara w solidną niemiecką jakość i uczciwość została zachwiana, że ktoś oszukał i robił to przez wiele lat. Dobrze, że znalazł się też ktoś, kto wziął za to bezdyskusyjną odpowiedzialność.

Straciliśmy wiarę w niemiecką uczciwość, ale zyskaliśmy wiarę w uczciwość lidera. Być może dlatego, że świat teraz potrzebuje wiary w odpowiedzialność rządzących, bardziej niż w ekonomiczność i ekologiczność samochodów.

Trwa ładowanie komentarzy...